czwartek, 31 października 2013

Ogłoszenie !

Cześć :) Na początku bardzo chciałabym Wam podziękować za wszystkie komentarze i bardzo dużą ilość wyświetleń. Jesteście naprawdę kochani <3 Mam dla Was trochę smutną wiadomość. Wyjechałam do miejsca w którym nie ma internetu i niestety na razie nie mogę dodawać rozdziałów :( Pamiętam o niespodziance, niedługo będzie tyle że trochę po czasie. Mam nadzieję, że nie stracę czytelników. Post dodała w moim imieniu przyjaciółka. Postaram się szybko wrócić A tak na marginesie: Wesołego Halloween. 

Fallen Rebel

 

poniedziałek, 28 października 2013

Rozdział 6



                                                                                                      ANDY
Zostałem brutalnie wyrwany ze snu przez dzwonek do drzwi. Próbowałem się rozejrzeć za czymś co mógłbym na siebie narzucić lecz nic takiego nie znalazłem. Wstając z łóżka potknąłem się o butelkę stojącą na podłodze. Sycząc z bólu powlekłem się w stronę przedpokoju. Wczorajszy wieczór był totalną porażką. Wróciłem ze spotkania z Reginą i jej przyjaciółmi i nie bardzo wiedziałem co ze soba zrobić. Nie jestem osobą samotną. Mam przecież kumpli z zespołu. Ale nie mogę wszędzie z nimi chodzić i bez przerwy spędzać z nimi czasu. Mam też najlepszego przyjaciela. Ale on różni się ode mnie tym, że potrafi znaleźć sobie zajęcie. Ostatnio kiedy do niego wpadłem był zajęty malowaniem jakiegoś obrazu. Próbowałem okazać entuzjazm ale mi to specjalnie nie wyszło. Nie mam dziewczyny chociaż Ashley twierdzi, że taka bliska osoba by mi pomogła. Uwielbiam wywiady, trasy koncertowe i nagrywanie płyt. Ale przecież muzycy nie robią tego bez przerwy. Mają też życie prywatne i są zupełnie normalnymi ludźmi, którzy muszą sami chodzić po zakupy. I siedzieć samemu jeśli nie mają kogoś kogo kochają. Mam ten problem bo ja kocham Reginę a ona mnie nie. Za wszelką cenę chce żebyśmy byli przyjaciółmi. Nie wiem co mam z tym zrobić bo straszliwie mi na niej zależy. Kiedy wróciłem wczoraj do domu trochę bez sensu połaziłem po pokojach a później do nocy oglądałem telewizję i piłem piwo chociaż normalnie tego nie robię. Nastrój mam okropny chociaż zawsze jestem osobą pozytywnie nastawioną do życia. Lubię sobie czasem ponarzekać. Znowu myślę o Reginie, o jej niesamowicie delikatnej skórze i czarnych włosach. Rozmyślania przerywa mi ponowny dzwonek do drzwi. Ktoś najwyraźniej uparł się na spotkanie ze mną. W końcu otwieram drzwi. Spodziewałem się każdego tylko nie jego. Co Ashley robi tak wcześnie pod moim domem?
-Andy, idioto. Czemu każesz mi tyle czekać? Myślałem, że coś Ci się stało- próbuje udawać oburzonego
-Nie spodziewałem się gości. Dopiero wstałem. Czemu przyszedłeś tak wcześnie? Masz jakąś sprawę?-ziewam
-Ja nie mam żadnej sprawy ale nasi fani raczej tak-oznajmia
-Jacy fani? O czym Ty mówisz?
-Błagam nie mów, że zapomniałeś! Przecież ustaliliśmy spotkanie z fanami na którym mamy podpisywać płytę. Nie pamiętasz?
-Jasna cholera!! To już dzisiaj? O której?
-Owszem dzisiaj. O 11 dlatego po Ciebie przyszedłem. Raczej przyjechałem.
-A która jest teraz godzina?- pytam
-10- oznajmia mój przyjaciel
-Niech to szlag! A gdzie chłopaki?-dopytuję
-A co? Martwisz się o nich? Przyjadą tyle, że później. Idź się ogarnij. Zostało nam mało czasu-przypomina
-Jasne już idę. To wszystko przez wczorajszy wieczór- znikam w sypialni i jednocześnie krzyczę do mojego przyjaciela
-Znalazłeś sobie dziewczynę? To niesamowite!- odkrzykuje
Zakładam pierwszą z brzegu koszulkę i spodnie a na wierzch narzucam jakąś kurtkę.
Ashley przygląda mi się w milczeniu –Naprawdę chcesz w tym iść?- pyta
-A czemu nie?- odbijam pytanie
-Spójrz na siebie
Patrzę w lustro i wtedy rozumiem co mój kumpel miał na myśli. Koszulka jest do połowy rozdarta i przesycona zapachem dymu papierosowego a spodnie z kolei mają wielką plamę na kolanie najprawdopodobniej po upadku kawałka pizzy. Włosy mam nieułożone, przypominają trochę coś w rodzaju kota rasy ragdoll po kąpieli.
-Zaraz się przebiorę- oznajmiam i wracam do pokoju. Po przejrzeniu zawartości szafy wybieram koszulkę z Misfits, czarne skórzane spodnie i czarną- również skórzaną- kurtkę z ćwiekami. Do tego dobieram szarą bandamkę, którą zawiązuję pod szyją i nieśmiertelniki. W ostatniej chwili zakładam jeszcze skórzane bransoletki. Po chwili znikam w łazience gdzie układam włosy i robię typowy sceniczny makijaż.
- Mógłbyś się łaskawie pospieszyć?!- krzyczy Ashley
-Już idę!- odkrzykuję odkładając czarną kredkę do oczu. Wyglądam chyba w miarę normalnie. Kiedy pojawiam się w przedpokoju mój kumpel już zbiera się do wyjścia.
-Wreszcie wyglądasz jak człowiek! Pospiesz się! O swojej ukochanej opowiesz mi później- uśmiecha się złośliwie
Mam ochotę mu przywalić. Ale nic nie mówię bo jestem zajęty wiązaniem butów. Ku uciesze Ashley’a wreszcie opuszczamy mój dom i wsiadamy do jego samochodu. Mój kumpel w przeciwieństwie do mnie ma prawo jazdy. Przez całą drogę nie odzywamy się do siebie.
Na miejscu jesteśmy z piętnasto minutowym spóźnieniem. Wita nas tłum rozwrzeszczanych nastolatek. Musimy zacząć rozdawać autografy więc jestem w swoim żywiole.
*****
-Opowiesz mi jaka ona jest?- pyta Ashley, jednocześnie podpisując plakat jakiegoś chłopaka
-Jest urocza, słodka, seksowna...-wyliczam
-A kiedy ją poznam?- przerywa mi
-Nie wiem. Ona nie jest moją dziewczyną- oznajmiam i podpisuję płytę jakiejś kobiecie. Spotkanie rozpoczęło się moim przemówieniem, później głos zabrali kumple z zespołu, co potrwało około pół godziny. Póżniej odpowiadaliśmy na pytania zadawane przez zebranych. Niektóre były dość absurdalne,ale musiałem na nie odpowiadać i miło się uśmiechać. Moje przemówienie było 100% improwizacją ponieważ wcześniej nic nie przygotowałem. Na końcu udzieliliśmy wywiadu gazecie muzycznej i zgodziliśmy się na zdjęcia. Było dosyć miło. Wszystko przebiegło dosyć sprawnie w ciągu dwóch godzin. Teraz jest 13. Do 14 rozdajemy autografy, a na zakończenie mamy wykonać dwie piosenki na żywo.
-Czemu nie jest Twoją dziewczyną? Chcesz o tym pogadać?- mój przyjaciel wyrywa mnie z zamyślenia.
-Bo uparła się, że zostaniemy przyjaciółmi. Możemy o tym pogadać później?- pytam
-Jasne. Dla kogo?-zwraca się z pytaniem do 15- latki z rudymi włosami, która prosi o podpisanie jego zdjęcia.
Wzdycham ciężko i sięgam po butelkę z wodą. Podpisałem całą masę zdjęć, płyt, plakatów, koszulek. Niektórzy chcieli autografy na rękach więc te prośby też musiałem spełniać. Skończyliśmy 15 minut przed czasem ponieważ nie było więcej chętnych na autografy. Zrobiliśmy sobie krótką przerwę a ja poprosiłem ochroniarza żeby wyszedł ze mną na zewnątrz, bo chciałem zapalić. Kiedy wróciłem do środka wszyscy byli już gotowi. Zagraliśmy ,,Fallen Angels” i ,,In the end”. Wszyscy bili nam brawo i wiwatowali więc doszedłem do wniosku, że nie było tak źle.
-Idziesz z nami na piwo?- spytał mnie Jeremy, kiedy wszyscy opuścili budynek
- Wiesz może innym razem. Mam już coś w planach- odpowiadam
-Pewnie idziesz się spotkać ze swoją seksowną znajomą?- Ashley poklepał mnie przyjacielsko po plecach
-Nie. Po prostu boli mnie głowa. Muszę odpocząć. I mam do was sprawę
-Jaką?- do rozmowy włączył się Jake
-Obiecałem mojej przyjaciółce, że się wszyscy spotkamy- oznajmiam
-Jak uroczo. A kiedy?-Christian wyraźnie się ożywił
-Chciałem zrobić jakieś przyjęcie na Halloween...-zaczynam
-To jest bardzo dobry pomysł!- Jeremy uśmiecha się do mnie
-Myślę, że najlepiej byłoby zorganizować przyjęcie u Ashley’a. Ma ogromny dom- sugeruje Jake
-Idioto! Nie masz własnego domu?-śmieje się Ashley
-Najlepiej będzie jak się jutro spotkamy. Omówimy szczegóły...- proponuję
-Dobra. Ale piwo ty stawiasz- Christian przygląda się mojej reakcji
-Dobrze. To jutro o 11, może być? W tym barze co zawsze-przypominam
-Wszyscy są za. Ale powiedz co Ty widzisz w tej dziewczynie?- -Nie wiem. Kręci mnie- odpowiadam i robię się różowy na twarzy.

środa, 23 października 2013

Rozdział 5

Dzisiejszego dnia mam wyjątkowe szczęście, jeśli można tak powiedzieć. Kiedy tylko dochodzę do przystanku właśnie podjeżdża mój autobus. Wsiadam pospiesznie i już po godzinie jestem pod moim blokiem. Wchodzę na górę i denerwuję się ponieważ nie mogę znaleźć klucza. Sprytnie ukrył się w małej, wewnętrznej kieszeni o której istnieniu nie miałam pojęcia. Mam straszliwą ochotę na drzemkę bo  odczuwam dziwne  zmęczenie. W ostatniej chwili przypominam sobie o spotkaniu.Mam już mało czasu. Ściągam sukienkę i w samej bieliźnie przechodzę do łazienki by wrzucić ją do kosza na pranie. W moim mieszkaniu panuje straszliwy bałagan. Zdecydowanie nie jestem osobą lubiącą porządek. Próbuję najpierw ogarnąć moje królestwo na wypadek gdyby Andy jednak przyszedł. Mam przynajmniej taką nadzieję. Zaczynam od umycia sterty naczyń zalegających w zlewie  następnie w tempie ekspresowym zbieram rachunki ze stołu, płyty ustawiam na półce tak samo jak rozrzucone książki. Na końcu ścielę łóżko i odkurzam wszystkie dywany. Chcę przez chwilę odpocząć ale po krótkim spojrzeniu na zegarek zauważam z niepokojem , że mam tylko 20 minut. Wbiegam do sypialni żeby znaleźć jakieś odpowiednie ubranie. Po chwili namysłu wybieram czarne rurki i koszulkę z Children of bodom, która właśnie w tym momencie wpadła mi w ręce. Z przygotowanymi ubraniami zamykam się w łazience. Cholera! W ostatniej chwili przypominam sobie, że powinnam umyć włosy. Właśnie spłukuję włosy kiedy rozlega się dzwonek do drzwi. Jednak przyszedł! Jest niesamowicie punktualny.Odgarniam mokre, czarne kosmyki, które przykleiły mi się do twarzy ,okrywam się ręcznikiem i idę otworzyć. 
-Cześć!-jego głos jest niesamowicie radosny. Szkoda,że nie widzę jego twarzy bo cały jest zasłonięty ogromnym bukietem czarnych róż.
-Hej! Myślałam że nie przyjdziesz. Wejdź. Czuj się jak u siebie. Zaraz będę gotowa- oznajmiam
-Poczekaj. To dla Ciebie-podaje mi kwiaty.
-Naprawdę? Nie musiałeś..Skąd wiedziałeś, że najbardziej lubię czarne róże?-pytam z rozbawieniem na twarzy przyjmując podarunek
-Masz podobny gust do mojego. Tak przypuszczałem,że lubisz czarne kwiaty. Róże konkretnie- uśmiecha się
-Dziękuję. Są cudowne!- przechodzę z kwiatami do kuchni i szukam wazonu.Chłopak cały czas  idzie za mną.
-Cieszę się, że się podobają. Ładnie mieszkasz-stwierdza
-Nie tak ładnie jak ty.-wreszcie znalazłam wazon w szafce nad lodówką, nalałam do niego wody, włożyłam kwiaty i postawiłam na stole.
-Chyba Ci przeszkodziłem- stwierdza spoglądając na moje mokre włosy i ręcznik.
-A no tak.-śmieję się. Zauważam, że Andy jest ubrany w czarne spodnie i białą, gladką koszulę. Włosy ma ułożone jakoś inaczej niż rano.
-Spokojnie. Możesz iść się przygotować. Poczekam.-przerywa moje rozmyślania
-Już idę. Za pięć minut jestem z powrotem-oznajmiam i znowu znikam w łazience. Wycieram się, ubieram w przygotowane ciuchy i włączam suszarkę. Trwa to dłuższą chwilę. Kiedy włosy są już suche związuję je w koński ogon. Robię jeszcze delikatny, prawie niewidoczny makijaż i wracam do kuchni gdzie zostawiłam chłopaka.Wyraźnie ożywia się na mój widok. Proponuję kawę,lecz Andy odmawia. W końcu jednak daje się namówić na herbatę. Siedzimy i pijemy. Znowu w milczeniu. Dziwne, że ta cisza mi nie przeszkadza Jemu chyba też nie. Milczenie przerywa nam telefon od Olki, która oznajmia, że właśnie wychodzą z domu. Umawiamy się w restauracji w jednej z galerii handlowych. Przechodzimy do przedpokoju,ja zakładam czarne koturny a mój towarzysz trampki. Też czarne. Andy zdejmuje z wieszaka płaszcz i podaje mi. Później sam się ubiera w skórzana kurtkę.Jesteśmy gotowi. Świeże powietrze sprawia, że jesteśmy bardziej rozmowni. Nawet trochę się wygłupiamy stojąc na przystanku i czekając na autobus. Chłopak chyba udaje że nie pamięta naszej rannej rozmowy. Dla mnie to nawet lepiej, nie mam konieczności tłumaczenia się. W autobusie zaczynamy rozmowę o tolerancji i kończymy ją dopiero kiedy autobus zatrzymuje się przed galerią.Znalezienie restauracji zajmuje nam dłuzszą chwilę. Żadne z nas nie przepada za zakupami i galeriami handlowymi. W końcu zajmujemy jedyny wolny stolik w samym rogu. Co gorsze, Andy siada koło mnie. Czuję jego mocne perfumy albo dezodorant wymieszany z dymem papierosowym. Kręci mi się w głowie. Boję się, że zechce złapać mnie za rękę albo co gorsza przytulić. Olki i Marco jeszcze nie ma. Denerwuję się. Wreszcie po 10 minutach się pojawiają. Dzięki Bogu!
-Cześć!-Wstaję i przyjacielsko przytulam się z Olką a potem z Marco.-Poznajcie mojego przyjaciela – wyciągam rekę i gestem zapraszam go żeby do nas podszedł.
-Cześć. Jestem Olka.-moja przyjaciółka uśmiecha się zachęcająco.
-A ja jestem Marco. Narzeczony Olki- puszcza oczko do mojego znajomego
-A ja jestem Andy. Znajomy Reginy..- odpowiada i robi się różowy na twarzy.
Widząc, że wszyscy już się poznali zapraszam ich do stołu. Każdy wybiera coś z karty więc na razie nie musimy ze sobą rozmawiać. Ja zamawiam jakiś makaron, Olka krewetki. Marco jakieś danie z warzyw bo musi trzymać formę a Andy łososia. Na początku jest dosyć drętwo ale po pół godzinie atmosfera się rozluźnia. Panowie zdążyli się już nieźle zaprzyjaźnić bo planuja nawet jakiś wspólny wyjazd. Olka też jest dosyć miła i odpreżona. Z radością opowiada o zaręczynach i pokazuje pierścionek. Okazuję entuzjazm.
-Wiesz miałam ochotę go zabić bo mnie przestraszył a tu taka niespodzianka. I jeszcze na oczach kolegów z drużyny-śmieje sie
-To był pomysł Mario! Bardzo dobry pomysł. Widzę, że Ci sie podobało- przyciaga Olkę do siebie i całuje.
-I jak ładnie się zapytał czy za niego wyjdę! To było takie urocze-rozczula się
-Widzę Regina, że znalazłaś sobie całkiem miłego chłopaka. Jak dlugo jesteście razem?-pyta i uśmiecha się
-Nie jesteśmy parą. Jesteśmy przyjaciółmi-oznajmiam i pociągam łyk wina.
-Weź idiotko! Taki miły gość. Zapatrzony w Ciebie. Chcielibyśmy żebyś była szczęśliwa.- Marco pokazuje mi język.
-Nie męcz mojej przyjaciółki wariacie-Olka szturcha go w ramię.
-Już nie będę- udaje zasmuconego
Gadamy jeszcze jakiś czas. Zakochani opowiadają o zaręczynach, Olka wtrąca trochę o ubraniach, które chciałaby kupić a  Marco gada o przyszłym meczu. Ja wtrącam trochę o poznaniu Andy’ego pomijając małą awanturę. Moi znajomi są pod wrażeniem. Andy opowiada trochę o zespole i w końcu ustalamy że powinniśmy wszyscy razem się spotkać. Termin jeszcze się ustali. Kiedy odpowiadam Olce na pytanie odnośnie koloru sukienki czuję wyraźne, lekkie poszturchiwanie w kolano.
-Co się stało- nachylam się do chłopaka -Muszę wyjść zapalić- oznajmia z głupią miną
-To idź. Ja Ci nie zabraniam. Jak musisz to leć. Tylko szybko wracaj- odpowiadam
Wstaje, oznajmia wszystkim, że ,,przeprasza na momencik” i wychodzi. Obserwuję jego ruchy. W tym samym czasie Olka informuje Marco, że musimy wyjść do łazienki.
-Ale ja nie muszę. Nie chce mi się siku- próbuję protestować
-Chodź. I bez dyskusji-syczy.
Ciągnie mnie w stronę wyjścia. Posyłam pełne protestu spojrzenie w stronę chłopaka przyjaciółki ale Marco tylko wzrusza ramionami. Cieszy się, że wreszcie został sam. Wchodzimy z Olką do łazienki, przyjaciółka zajmuje jedyną wolną kabinę. Po chwili wychodzi, myjemy ręce i brunetka poprawia makijaż.
-Nie podoba mi się Twój znajomy-oznajmia malując usta czerwona szminką
-A dlaczego jeśli można wiedzieć?-zadaję pytanie
-Nie wiem. Nie lubię takich. Lepiej uważaj- oznajmia z wyższością
-Spadaj! Uważasz, że jeśli  chce mieć chłopaka to tylko piłkarza, tak?
-Tak
-Gówno prawda!Nie wszyscy muszą być piłkarzami. Andy ma zespół i jest wokalistą. Co w tym złego?
-Niby nic...A Kamil?
-Nie będziemy o nim rozmawiać...- głos mi się załamuje
-Dobra w porządku. Ale lepiej uważaj-
-On jest miły. Nawet nie wiesz jak się mną zajął i jak się o mnie troszczył
-Pewnie chciał Ci zrobić coś złego- chowa szminkę do torebki
- Przepraszam Cię bardzo, ale to Ty rano sugerowałaś że doszło do czegoś między nami!
-Nie można pożartować?
-On nawet nie jest i nie będzie moim chłopakiem bo rano dałam mu to  jasno do zrozumienia- oznajmiam
-Regina. Przepraszam. Martwię się o Ciebie. Nie chcę żebyś cierpiała.-tłumaczy się
-Zakończmy to. Nie było rozmowy-mówię i kieruję się do wyjścia. Olka idzie za mną.
Kiedy wracamy do stolika panowie o czymś rozmawiają. Siedzimy jeszcze chwilę, umawiamy się na następne spotkanie i wzywamy do stołu kelnerkę z prośbą o rachunek. Za obied płaci Marco na spółkę z Andym. Ubieramy się i zbieramy do wyjścia. Kiedy jesteśmy juz na zewnątrz żegnam się z Olką która szepce mi do ucha żebym uwazała i Marco, który życzy mi powodzenia. Olka żegna sie z moim znajomym  usciśnięciem dłoni a Marco lekkim poklepaniem po plecach. Historia lubi się powtarzać. Znowu stoimy na przystanku i czekamy. Znowu przyjeżdża autobus. Tym razem bardziej zatłoczony. Stoję oparta o okno a mój towarzysz stoi przodem do mnie, trzymając się słupka i osłaniając mnie przed naporem ludzi. Po chwili stwierdza szczerze, że mam fajnych przyjaciół i, że świetnie się bawił. Jest mi niesamowicie miło. Kiedy od mojego bloku dzielą mnie dwa przystanki chłopak pyta czy może odprowadzić mnie do domu. Bez wahania się zzgadzam. Lubię jego towarzystwo.
-To prawda co mówił Marco?-pyta kiedy idziemy ulicą
-Andy. Jesteśmy przyjaciółmi-mówię i patrzę w jego śliczne niebieskie oczy
-Co to znaczy przyjaciółmi?-pyta
-Lubię Cię. Fajnie mi się z Tobą gada, lubię się z Tobą spotykać. To znaczy, żę jesteśmy przyjaciółmi .
Oczywiście jeśli Ty też mnie lubisz-
-Jesteś urocza. Nigdy nie spotkałem takiej dziewczyny. Jesteś niezwykła. Fascynujesz mnie-odpowiada
-No widzisz...- stoimy pod moimi drzwiami
-Ale nie możemy być takimi kumplami, którzy czasem się przytulą albo pocałują?-pyta i uśmiecha się
-Może. Zobaczymy. Zadzwoń do mnie jeszcze- uśmiecham się i szukam klucza
-Nie zaprosisz mnie?-
-Przepraszam ale nie mogę. Mam dużo roboty. Muszę zadzwonić do brata. Zadzwoń do mnie to się spotkamy-
-Skoro tak chcesz. Dziękuję za miłe popołudnie. Zadzwonię na pewno. Mogę?- pyta bo widzę, żę chce mnie przytulić ale się boi mojej reakcji
-Jasne-uśmiecham się.  Przytula mnie delikatnie a ja wdycham zapach papierosów. Cudowny zapach. Uwielbiam go. W końcu delikatnie mnie puszcza i uśmiecha się do mnie. Ja również się uśmiecham i otwieram drzwi. Kiedy stoję w przedpokoju słyszę jeszcze jego kroki na klatce schodowej. Lubię tego chłopaka. Może kiedyś się do niego przekonam.....   

Przepraszam Was bardzo, że tak długo musieliście czekać :( Miałam chwilowy brak weny, do którego doszły jeszcze problemy osobiste...  Postaram się teraz nadrobić zaległości :) Publikuję dla Was rozdział 5 może trochę nudny bo pisany na szybko. 6 pojawi się najprawdopodobniej w poniedziałek, pozatym planuję dla Was małą niespodziankę :)