środa, 20 listopada 2013

Rozdział 10

-Nie wiem czy Andy coś wspominał ale za tydzień wybieramy się do Chicago. Może zabrałabyś się z nami?-Ashley podwiózł mnie praktycznie pod sam dom Olki. Bardzo mi się spieszyło ale jego propozycja okropnie mnie zaskoczyła. Nie spodziewałam się tego. Na chwilę zapomniałam o Olce.
-A w jakimś konkretnym celu?
-No pewnie! Będziemy dawać koncert, później rozdamy autografy, pewnie spotkamy się z fanami, a na końcu do hotelu i rano wracamy do domu. Co ty na to?
-Zaskoczyła mnie Twoja propozycja. Jak Andy się zgodzi to czemu nie? Przemyślę to. Dziękuję za podwiezienie-mówię wysiadając z nowoczesnego samochodu.
-Nie ma problemu. Jakby coś to dzwoń-uśmiecha się
-Jasne dziękuję. I do zobaczenia
-Na razie
Obserwuję jak cofa, wyjeżdża z uliczki i dopiero  kiedy zostaję sama kieruję się  w stronę domu przyjaciółki i jej chłopaka. Nie muszę nawet naciskać na dzwonek. Olka najwyraźniej wypatrywała mnie przez okno bo pod drzwiami zjawiła się w tempie ekspresowym.
-Boże, Regina jak dobrze, że jesteś!-z płaczem rzuciła mi się na szyję. Dopiero wówczas zauważyłam jak okropnie mizernie wygląda. Sińce pod oczami, poszarzała cera najprawdopodobniej z długiego braku snu, splątane przetłuszczone, brązowe włosy, czerwone zapuchnięte oczy.
-Masz go?-spytała z nadzieją w głosie
-Mam. Obiecałam,że kupię. Ja zawsze dotrzymuję słowa. Gdzie jest Marco?-spytałam rozglądając się.
-Na zgrupowaniu-odparła pociągając nosem. Podałam jej chusteczkę w którą głośno wydmuchała nos.
-Idziemy? Trzeba wreszcie się dowiedzieć...-zapytałam
-Proszę napijmy się najpierw herbaty, dobrze? Muszę się uspokoić-poprosiła
-Dobrze, ale najpierw pozwól, że doprowadzę Cię do porządku, okej? Ile dni chodzisz już w tych ubraniach?
-Nie mam pojęcia. Z tydzień? Może dwa? Jestem zbyt załamana...-znowu zaczęła płakać
-Spokojnie. Damy radę. Pamiętaj, że masz mnie. Cały czas tu jestem
-Dziękuję-wyszptała i dała się zaprowadzić do łazienki. Umyłam jej włosy, przetarłam twarz tonikiem, podałam tabletki na uspokojenie i kazałam jej wziąść prysznic podczas gdy ja szukałam dla niej czystych ubrań. Kiedy skończyła i przebrała się, wygoniłam ją do kuchni żeby przygotowała herbatę i uspokoiła się a sama wyprałam jej ubrania i rozwiesiłam na kaloryferze żeby wyschły. Sama też okropnie się denerwowałam ale nie dawałam tego po sobie poznać.
Przesiedziałyśmy prawie godzinę, gadając o różnych głupotach. Miałam nadzieję, że Olka chociaż troszeczkę się uspokoiła.
-Możemy już to mieć za sobą?-spytała w pewnym momencie obracając w dłoniach filiżankę.
-Oczywiście.- powiedziałam, szukając pudełeczka w torebce. W końcu znalazłam i podałam je przyjaciółce.
-Mam iść z Tobą? –spytałam
-Tak-przytuliła się do mnie
Kiedy już znalazłyśmy się w łazience, Olka drżącymi rękami wykonała wszystkie czynności wskazane w ulotce. Teraz pozostało nam już tylko czekać. Usiadłyśmy na podłodze i przyjaciółka od razu się do mnie przytuliła. Test leżał na pralce i żadna z nas nie miała odwagi podejść i sprawdzić czy coś już wiadomo. Sekundy ciągnęły się w nieskończoność. Wydawało nam się, że minęły całe wieki. W końcu Olka podniosła się i chwiejnym krokiem podeszła do pralki. Podniosła test, zamrugała oczami po czym zachwiała się i upadła na podłogę. Rzuciłam się na pomoc przyjaciółce. –Olka! Halo! Słyszysz mnie? Proszę nie zamykaj oczu! Patrz na mnie!-krzyczałam, lekko uderzając ją w twarz.Cholernie się wystraszyłam. Brunetka stanowczo odmówiła podniesienia się z podłogi więc sama, z ogromnym wysiłkiem zaciągnęłam ją do salonu i położyłam na kanapie.
-Masz leżeć! Nigdzie się nie ruszaj!-rozkazałam stanowczym tonem. Dziewczyna nic nie odpowiedziała, tylko przełożyła się na brzuch, wtulając twarz w poduszkę. Po cichu wróciłam do łazienki, żeby sprawdzić moje przypuszczenia. Niestety okazały się słuszne. Nie wiedziałam co mam teraz robić. Musiałam wrócić do Andy’ego po swoje rzeczy o których przypomniałam sobie dopiero w samochodzie ale przecież nie mogę zostawić Olki. Nie w takim stanie. Pierwszy raz w życiu musiałam wybierać pomiędzy chłopakiem a przyjaciółką. I nagle doznałam olśnienia! Asia! Asia była naszą wspólną koleżanką z czasów liceum. Przez bardzo długi czas przyjaźniła się z Olką  razem siedziały w ławce,  uczyły się do matury. Po ukończeniu 18 lat dziewczyna przeprowadziła się do Stanów i nasz kontakt znacznie się oziębił. Nie miałam zielonego pojęcia co się z nią dzieje. Pewnego dnia spotkałam ją w klubie do którego wybrałam się z okazji urodzin.Pogadałyśmy, zaprosiła mnie kiedyś do siebie i dała swój nowy numer na wszelki wypadek. Uznałam, że teraz jest dobry moment na użycie jej numeru. Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer koleżanki. Przedstawiłam jej w skrócie całą sytuację i podałam adres.
-W porządku. Powiedz tylko gdzie musisz wyjść?-spytała po przedstawieniu jej całej historii.
-Długa historia..-odparłam bo nie chciałam wprowadzać ją w szczegóły
-Powiesz chociaż w  skrócie...?
-Muszę wrócić do chłopaka bo zostawiłam u niego rzeczy i muszę je zabrać...
-Dziwny powód ale okej. Poznam go kiedyś?-spytała na zakończenie rozmowy
-Pewnie! Przekaże mu, że chcesz go poznać
-Świetnie. Zaraz przyjadę do Olki, zajmę się nią. Do usłyszenia
-Narazie.- Rozłączyłam się, schowałam telefon do kieszeni i udałam się do kuchni z zamiarem zrobienia Olce herbaty. Wyciągnęłam kubek z szafki, nastawiłam wodę na herbatę i czekałam aż się zagotuje. Miałam zamiar zadzwonić do Andy'ego ale uznałam, że lepiej będzie jak zrobię mu niespodziankę. Po dłuższej chwili wybrałam dla Olki ekspresową herbatę malinową bo liczyłam, że chociaż na chwilę poprawi jej humor. Kiedy wróciłam do pokoju ze zdziwieniem  zauważyłam, że Olka wyciągnęła walizkę i w pośpiechu wrzucała do niej przyniesione z sypialni ubrania.
-Co ty wyprawiasz?-spytałam stawiając przygotowany napój na stoliku
-Jadę rozwiązać problem-oznajmiła beznamiętnym tonem
-Czy Ciebie do reszty pojebało?!-krzyknęłam na nią. Byłam wściekła. Jak mogła tak pomyśleć?! -Nie możesz tego zrobić! Ono nie jest niczemu winne. Jeśli to zrobisz zapomnij o mnie-powiedziałam chcąc przywołać ją do porządku.
-Ale ja nie wiem co mam zrobić...-znowu się rozpłakała wtulając się w moje ramiona-Chciałam zrobić dodatkowe studia, pójść do pracy, bawić się, korzystać z życia...A teraz?! Marco mnie na pewno zostawi...
-Nie możesz tak mówić. Spokojnie-szeptałam gładząc ją po włosach- Dasz radę. Marco bardzo Cię kocha. Może inną dziewczynę mógłby zostawić ale na pewno nie Ciebie!Będziecie szczęśliwymi rodzicami, obiecuję Ci to! I chcę zostać chrzestną!- uśmiechnęłam się do niej zachęcająco
-Mogę Ci to teraz obiecać-powiedziała i jej twarz rozjaśniła się
-To teraz mam dla Ciebie niespodziankę. Ktoś specjalny się Tobą zaopiekuję a ja lecę. Pamiętaj masz się trzymać-przypomniałam jej, dla żartu grożąc palcem i biegnąc do drzwi aby otworzyć Asi.
Wychodząc z domu widziałam jeszcze przez okno jak przyjaciółki witają się, rzucając się sobie w ramiona...
(CDN)


Proszę, oddaję do Waszej oceny rozdział 10 :) Wiem, że strasznie króciutki ale bardzo dużo osób chciało się jak najszybciej dowiedzieć co z Olką :) Więc proszę :) Mam nadzieję, że nie jesteście rozczarowane :) Dla zainteresowanych bardziej wątkiem Marco i Oli: nie jest to jeszcze koniec jeśli chodzi o ciążę Olki :) Ale to wszystko wyjaśni się w najbliższym czasie <3
Pozdrawiam



Andy podobno nie może się doczekać koncertu w Polsce. :) Jaka szkoda, że nie jadę :(

sobota, 16 listopada 2013

Rozdział 9


,,In the end
As you fade into the night
Who will tell the story of your life?”

-Potrzebujesz czegoś jeszcze? Kosmetyków, ubrań może czegoś na przyjęcie? Jakiejś biżuterii do sukienki?-pyta  opierając głowę na moim ramieniu. Zmęczyliśmy się. Prawie pół dnia łazimy bez celu po centrum handlowym. Powinniśmy już wracać do domu bo spóźnimy się na przyjęcie ale jesteśmy zbyt zajęci sobą żeby o tym pamiętać. Siedzimy, obserwujemy fontannę i ludzi zmierzających  w różnych kierunkach. Właśnie mam zamiar odpowiedzieć na pytanie kiedy rozdzwania się moja komórka. Wyjmuję telefon z kieszeni i spoglądam na wyświetlacz. No tak. Mogłam się tego spodziewać. To moja nadopiekuńcza przyjaciółka Ola. Przez chwilkę mam zamiar odebrać i nakrzyczeć na nią jednak szybko porzucam ten pomysł. Postanawiam ją zignorować i cieszyć się chwilą. Później do niej oddzwonię. Zdecydowanie ważniejszy dla mnie w tej chwili jest ukochany chłopak a nie Olka-uspokajam swoje sumienie i wkładam telefon z powrotem do kieszeni.
-Nie odbierzesz?
-Nie przejmuj się. To tylko Olka. Pewnie znowu o czymś zapomniała, to nic ważnego. Później oddzwonię i wszystko wyjaśnię. Zresztą teraz jestem z Tobą i mam czas tylko dla Ciebie- stwierdzam i delikatnie gładzę go ręką po policzku.
-To w porządku. Kupujemy coś jeszcze czy idziemy coś zjeść? W domu nic nie ma, przypuszczałem, że zjemy na mieście.
-Wszystko mam. Idziemy-zarządzam
-A ja mam dla Ciebie coś specjalnego, tylko przypomnij mi o tym, dobrze?
-Jasne. W porządku. To gdzie idziemy? Mam ochotę na frytki- uśmiecham się biorąc go za rękę.
W wyniku kompromisu wybieramy się do McDonalda.
Jakie to dziwne,że cały czas coś wspólnie jemy, zupełnie jakbyśmy mieli robić to do końca życia-myślę przeżuwając frytki. Spoglądam na chłopaka i zauważam, że od dłuższego czasu mi się przygląda.
-Czemu się tak przyglądasz?Mam coś na twarzy?-pytam jednocześnie pochylając się nad torebką z zamiarem znalezienia lusterka.
-Wszystko w porządku. Nie musisz szukać lusterka. Po prostu dopiero teraz zauważyłem, że masz diastemę-uśmiecha się
-Nie patrz!-pospiesznie zakrywam usta dłonią-Nienawidzę jej! Mam zamiar ją usunąć!
-Nie rób tego! Ja uważam, że ona dodaje Ci uroku. Zrób to dla mnie i jej nie usuwaj.
-Nie wiem. Przemyślę to. Na którą godzin...-przerywa mi dźwięk przychodzącego smsa. Pospiesznie szukam telefonu a kiedy znajduję i odblokowuję klawiaturę widzę dziesięć nieodebranych połączeń i dwie wiadomości. Wszystko od Olki.
-Strasznie Cię przepraszam, muszę odpisać.  To na pewno coś ważnego. Nie miej mi tego za złe...
-W porządku. Napisz do niej a ja w tym czasie wyrzucę papierki-oznajmia zabierając tacę ze stołu. Odczytuję pierwszą wiadomość:

,,Regina! Kuźwa kiedyś naprawdę zrobię Ci krzywdę!”

I drugą:
,,Jak będziesz miała czas to się odezwij. To bardzo ważna sprawa! Potrzebuję pomocy”

Odpisuję;
,,Przepraszam jestem zajęta. Teraz mam chwilkę. Co się stało?”
Po kilku sekundach otrzymuję odpowiedź:
,,Nieszczęście! Chyba jestem w ciąży!”
Dopytuję:
,,Jesteś pewna? Zrobiłaś test?”
Odpowiada:
,,Nie. Nie mam takiej możliwości. Nie mam jak wyjść do apteki”
Ratuję sytuację:
,,Masz szczęście że właśnie jestem w centrum. Kupię i wieczorem wpadnę. Uspokój się!”
Pisze:
,,Dziękuję. Będę czekać”
 Nie odpowiadam tylko usmiecham się pod nosem i znowu chowam telefon. Niektórzy to mają szczęście. Znowu muszę ratować sytuację jako dobra i uczynna przyjaciółka. Mam nadzieję, że Andy nie będzie zadawał zbędnych pytań.
-Możemy iść...
-Okej, okej tylko jeszcze muszę kupić kilka rzeczy...Znowu zapomniałem.
-Jakich?-pytam
-Mydło, pastę do zębów, dezodorant, zgrzewkę piwa na przyjęcie-wylicza
-Zgadzam się z wyjątkiem piwa. Przygotowałam się i kupiłam. Mam kilka puszek w torbie. Tak na wszelki wypadek.
-To świetnie. To skoczymy szybko do drogerii i do domu, okej?
-Jest jeszcze jedna sprawa. Muszę pójść do apteki.
-W porządku.- Na szczęście nie zadaje zbędnych pytań. Pobyt w drogerii zajmuje nam całą masę czasu. Mieliśmy kupić tylko trzy rzeczy a wyszliśmy z dwiema siatkami. Andy uparł się na kupienie mi perfum więc nawet nie próbowałam go od tego pomysłu odciągać.
-Za dwa miesiące święta. Potraktuj to jako wstęp-uśmiechnął się. Kupiliśmy też: dwa pudełka chusteczek, żel do włosów dla niego, świeczki, dezodorant, mydło w płynie i w kostce, pastę do zębów, płyn do mycia szyb, szminkę dla mnie, czarny lakier do paznokci i całą masę innych rzeczy.
-Czego potrzebujesz z apteki?-spytał kiedy znaleźliśmy się na korytarzu.
-Tabletek na uspokojenie-skłamałam pospiesznie
W aptece natrafiliśmy na małą kolejkę. Stojąc i czekając na swoja kolej bawiłam się bransoletką. Próbowałam ukryć zdenerwowanie ponieważ chłopak nie zgodził się poczekać tylko uparł się, że będzie mi towarzyszył. Nie mogłam po prostu kupić testu i schować go do torebki, tylko najprawdopodobniej będę musiała się tłumaczyć. Na samą myśl zrobiło mi się niedobrze. Olka, co ja dla Ciebie robię!
-Co podać?-głos aptekarki brutalnie wyrwał mnie z ponurych rozmyślań.
-Poproszę jeden test ciążowy. Byle szybko-odparłam pospiesznie. Byłam cała spocona ze strachu, ręce mi się trzęsły.
-Już podaję
Zrobiło mi się niedobrze kiedy zobaczyłam wyraz jego twarzy. Zdziwienie wymieszane z szokiem i nieufnością.
-Ile płacę?- spytałam wciskając drobne pudełeczko do bocznej kieszeni i szukając portfela
-4 dolary. Proszę się tak nie denerwować. Gratuluję!-odparła przyjmując ode mnie pieniądze.Starałam się ukryć zażenowanie a jedyna myślą było tylko to żeby jak najszybciej wydostać się na korytarz.
-Wychodzimy!-mocno pociągnęłam zszokowanego chłopaka za rękaw.
Przez całą drogę powrotną nie odzywalismy się do siebie.
-Regina, możesz mi zaufać. Ja naprawdę nic nie zrobiłem. Kocham Cię i nie mógłbym Cię skrzywdzić!-wyrzuca z siebie otwierając drzwi do domu
-Wiem głuptasie! Przepraszam, że Cię okłamałam. A ten test to nie dla mnie. To dla Olki. Podejrzewa, że jest w ciąży dlatego tak się do mnie dobijała-oznajmiam ściągając płaszcz.
-Nie musisz się mnie bać. Możesz mi o wszystkim powiedzieć. Nawet o najgorszych problemach. Zaufaj mi
-Ufam Ci-odparłam obserwując jak stawia siatki na podłodze i po chwili łapie mnie za ręce. Stoimy naprzeciwko siebie i stykamy się czołami.
-Czyli mówimy sobie o wszystkim, tak?
-Tak.-przytakuję-Właśnie coś sobie przypomniałam!-odsuwam się od niego, idę do sypialni, przeszukuję torbę i wracam do przedpokoju z paczką papierosów w ręku. –Proszę. To dla Ciebie-uśmiecham się
-O nie! Czytasz w moich myślach! Właśnie powoli do mnie docierało, że o czymś zapomniałem...Dziękuję!-całuje mnie w czoło.
-Proszę-spoglądam na zegarek. Mamy jeszcze trochę czasu, więc proponuję małą drzemkę. Co ty na to?
-Nie mówię nie. Tylko trzeba pilnować czasu-ujmuje moje dłonie i prowadzi mnie w stronę salonu. Wywalam się na kanapie obserwujac jak ustawia budzik w telefonie.
-Zadzwoni za godzinę. Zostanie nam jeszcze trochę czasu na przygotowanie się i złapanie autobusu.
-Dobra. Wierzę Ci. Chodź-poklepuję miejsce koło siebie i zachęcam go do towarzyszenia mi. Po chwili leżymy przytuleni do siebie a, że nikomu nie chciało się wstawać po koc, to przykryliśmy się narzutą. Jest ciepło, przejemnie po chwili uspokajam się i odprężam, a że chodzenie po sklepach mnie wykończyło bardzo szybko zasypiam.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
-Jasna cholera!-budzi mnie podniesiony, zdenerwowany głos Andy’ego
-Nie przeklinaj! Przy kobiecie się nie przeklina. Co się stało?-pytam podnosząc się z kanapy.
-Zaspaliśmy! Bateria padła i budzik nie zadzwonił. O matko! Jesteśmy spóźnieni!- dopiero teraz zauważam, że jest pół rozebrany, na środku pokoju stoi deska do prasowania na której leży moja sukienka i czarna koszulka, a zegarek pokazuje, że faktycznie jesteśmy spóźnieni.
-Andy! Spokojnie! Idź, przygotuj sobie to w co zamierzasz się ubrać i przynieś to tutaj ja wszystko wyprasuję a ty weźmiesz prysznic, dobrze?
-Dobrze. Już jestem spokojny!-znika w sypialni, a po chwili wraca ze spodniami do wyprasowania.
Po chwili ponownie znika tym razem  w łazience. Ja w tym czasie prasuję wszystko dokładnie, poprawiam nakrycie na kanapie i czekam na swoją kolej do łazienki. Po dłuższym czasie słyszę odgłos otwieranych drzwi i jego głos z sypialni: -Możesz już iść się myć. Łazienka jest wolna!
-Ubrania leżą wyprasowane na desce!-odkrzykuję i z przygotowanymi ubraniami znikam w łazience. Prysznic, wysuszenie i ułożenie włosów, ubranie się, makijaż, to wszystko zajęło mi kupę czasu. Jestem na siebie wściekła. I tak jesteśmy spóźnieni!.
-Możemy wychodzić-oznajmiam pojawiając się w salonie. Ubrałam się w nowo otrzymaną sukienkę, do tego wcześniej przygotowaną kurtkę i kolczyki pajęczyny. Zrobiłam bardzo mocny halloweenowo-upiorny makijaż a włosy związałam. Nie wzięłam z domu rajstop więc jest mi trochę zimno.
-Jak zwykle olśniewająca!-uśmiecha się jak głupi. On z kolei jest ubrany w czarną koszulkę, czarne spodnie z  ekologicznej skóry, do tego czarna skórzana kurtka, nieśmiertelniki i wisiorek krzyż. Włosy równo ułożone, ciemny makijaż.
-Wygladasz ślicznie  ale coś bym poprawił-delikatnie ściąga mi gumkę z włosów-Z rozpuszczonymi wyglądasz ładniej. Masz piękne włosy, powinnaś to pokazać. Mam coś dla Ciebie-czuję jak zapina mi na szyi zimny łańcuszek. Dotykam delikatnie palcami wisiorka. Małe, złote serduszko.
-Kupiłem je kiedyś na swoje 19 urodziny i myślałem, że kiedyś podaruję je komuś wyjątkowemu. Proszę-uśmiecha się czule
-Dziękuję-odwzajemniam uśmiech i całuję go w szyję.
-Cieszę się, że się cieszysz ale na nas już pora. Chłopaki będą się martwić-puszcza do mnie oczko
-Jasne. Najwyższa pora.
~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~


-Co to? Nikogo nie ma?-spoglada na mnie licząc na jakąkolwiek odpowiedź. Od trzech minut dobijamy się do drzwi Ashleya ale jak na razie bez rezultatów.
-Może pomyliłeś daty? Albo godziny?-sugeruję zajęta oglądaniem domu. Widać, że przyjaciel Andy’ego bardzo się postarał o wystrój na Halloween. Wydrążone dynie ze świeczkami w środku, jakieś łańcuchy, plastikowe kościotrupy, czarne koty. Jestem pod wrażeniem.
-A może zapomniał? To się czasem zdarza...-próbuję uspokoić swojego towarzysza kiedy po drugiej stronie rozlega się męski głos: ,,Już idę! Cholera, pali się czy co?!
Rozlega się trzask otwieranego zamka i w drzwiach pojawia się chłopak. Wysoki, dosyć szczupły, czarne włosy z grzywką ułożoną na bok.
-Andy! Regina! Nareszcie! Teraz  musimy tylko poczekać na Christian’a i będzie pełen komplet!
-To znaczy, że nie jesteśmy ostatni? Świetnie! Patrz jakie mamy szczęście stwierdza  ze śmiechem trącając mnie w ramię.
-Zapomniałem się przedstawić! Jestem Ashley. Najlepszy przyjaciel tego osobnika-pokazuje na Andy’ego a po chwili podaje mi rękę
-Regina Montoya. Bardzo mi miło
-Nie bądź taka oficjalna. Wyluzuj się i czuj się jak u siebie, jakbyś czegoś potrzebowała to krzycz-uśmiecha się ironicznie kiedy nagle z głebi domu rozlega się krzyk i jęki.
-Przepraszam Państwa na sekundkę, chyba Jake wreszcie zrobił sobie krzywdę..-oznajmia i prawie biegiem udaje się do salonu.
-I jak wrażenia?-pyta pomagając mi ściagnąć płaszcz
-Jak na razie w porządku. Chyba się polubimy-stwierdzam po chwili namysłu
-To teraz poznasz resztę, no oprócz Christiana jak na razie..Chodź-łapie mnie za rękę i ciągnie w kierunku w którym zniknął Ashley.
Po wejściu do salonu nie mogę powstrzymać śmiechu. Jeden z chłopaków leży na podłodze z rozciętą ręką i trzęsie się ze śmiechu, natomiast Ashley pochyla się nad drugim chłopakiem który siedzi ze spuszczoną głową i słucha jak kumpel go opiernicza.
-Oboje jesteście idiotami!-krzyczy-Mówiłem, że jak już koniecznie chcecie drążyć dynię to trzeba ją najpierw postawić na stole! A nie jeden ją trzyma a drugi wymachuje nożem! Jake! Podnieś się! Kurwa twoja krew plami mi dywan!! Zwariować można!
-Widzę, że świetnie się bawicie!-krzyknął Andy przy okazji strasząc Ashley’a
-O! Andy! Nareszcie przyszedłeś. OOO! Widzę, że nie jesteś sam! Uroczo!-Jeremy wyrażnie się ucieszył
-Ile już wypiliście?-Andy spojrzał znacząco  na Jake’a dalej leżącego na dywanie.
-Pozwól, że się przedstawię.. Jestem Jeremy-chłopak podał mi rękę na przywitanie jednocześnie wchodząc w słowo Andy’emu
-Regina.-odpowiedziałam ze śmiechem
-A ten debil, który w dalszym ciągu spoczywa na dywanie to Jake-skwitował chłodno Ashley
-Cześć!-chłopak pomachał mi na przywitanie
-Sądzę, że ktoś powinien go podnieść-sugeruję-Opatrzyłabym mu rękę. To się może naprawdę źle skończyć..
-Nawet tak nie mów bo Andy będzie zazdrosny-Ashley puścił do mnie oczko
-Ja nic takiego nie powiedziałem! Jeremy pomóż mi! Zawleczemy go do kuchni.
Po chwili rozbawiony Jake został zawleczony przez chłopaków do kuchni i usadzony na krześle przy stole.
Chłopcy wrócili do salonu czekać na Christiana a ja w tym czasie próbowałam opatrzyć rękę Jake’a.
-Przestań się trząść! Taki duży facet powinien uważać!-krzyczałam do niego
-Starałem się ale to nie moja wina! Jesteście nienormalni!-zaczął się krztusić ze śmiechu kiedy rozległ się dzwonek do drzwi.
-To Christian!-usłyszałam wrzask Ashley’a i trzask otwieranych drzwi. Po chwili do rozentuzjazmowanych męskich głosów dołączył jeszcze jeden. –Strasznie Was przepraszam! Nigdy nie mogę być punktualnie! Widzę, że zaczęliście bezemnie...
-Regina! Jake! Christian przyszedł! Chodźcie się przywitać!
-Idziemy!-odkrzyknęłam zaciskając bandaż na nadgarstku chłopaka.
-Cześć! Jestem Regina-pierwsza wyciagnęłam rękę do nowo przybyłego gościa, żeby się przywitać
-Ch.Christian. Cześć-chłopaka wyraźnie zamurowało. Musiałam wywrzeć na nim naprawdę dobre wrażenie. Uśmiechnęłam się zachęcająco.
-To skoro jesteśmy już wszyscy to możemy zaczynać-Andy stanowczym tonem przywołał kolegę do porządku dziennego i chcąc pokazać, że jestem już zajęta położył mi rękę na biodrze i delikatnie do siebie przysunął.. Nie zaprotestowałam.
-To najpierw każdy opowie coś o sobie a później zagramy w butelkę-zarządził Ashley zaganiając nas do salonu na dywan. Sam poszedł z Jeremy’m do kuchni po szklanki i jakieś przekąski. Andy uśmiechnął się aby dodać mi otuchy i delikatnie popchnął w stronę pomieszczenia.

-To teraz Twoja kolej- Ashley wycelował we mnie palcem-Opowiadaj!-wyszczerzył się. Siedzieliśmy na dywanie po turecku, i gadaliśmy. Ja siedziałam koło Andy’ego więc czułam się w miarę luźno. Nie wiedziałam co mam o sobie opowiadać ale w końcu nadeszła moja kolej.
-Interesuję się poezją, malarstwem, kocham Misfits, nienawidzę ,,plastikowych dziewczyn” i na ogół jestem sympatyczna-odpowiedziałam
-Nieźle! Powiedz jeszcze co łączy Cię z tym tutaj Andym Biersackiem?-spytał Jake uśmiechając się ironicznie
-Przyjaźń..może coś więcej- na potwierdzenie tych słów delikatnie przykryłam jego dłoń swoją.
-Widzę, że coś sie szykuje-uśmiechnął się jak debil.- Panie i panowie zaraz wracam. Potrzebne jest nam piwo-stwierdził po chwili namysłu
-Wiedziałam, że o czymś zapomniałam! Siedź, ja kupiłam piwo! Zaraz przyniosę-wybiegłam do przedpokoju
-Grzeczna dziewczynka!-usłyszałam za sobą głos Christiana i mimo woli uśmiechnęłam się

Reszta wieczoru upłynęła nam na wydurnianiu się, piciu piwa i jedzeniu chipsów. Później zamówiliśmy pizzę i czekając na nią urządziliśmy karaoke. Poznałam 10 nowych piosenek zespołu Andy’ego i przyznam, że jestem pod wrażeniem. Jako wokalista na żywo jest jeszcze lepszy niż na nagraniach w studio. Szczególnie spodobała mi się ,,The legacy”. Z dostawcą pizzy było trochę problemów. Po pierwsze spóźnił się, po drugie chciał wymusić 50 dolarów napiwku i jeszcze bezczelnie przystawiał się do mnie. Zamówiliśmy trzy duże pizze po jednej na dwie osoby. Moja i Andy’ego była z serem i wędliną ale kawałki były takie duże że zdołałam zjeść tylko dwa. Chłopak zaskoczył mnie, ponieważ skończył wszystko sam.Całą kolację zalaliśmy piwem. Po pewnym czasie zmęczeni wywaliliśmy się na dywanie czekając aż bedzie wystarczająco poźno by pojść zbierać cukierki.
-A może zagramy w butelkę?-spytał Ash bawiąc się zamkiem swojej kurtki
-Jasne! Idź po butelkę-rozkazałam
Gra była tak wciągająca, że zapomnieliśmy o czasie. Co chwilę wybuchały śmiechy. Chłopcy mieli najbardziej durne pomysły jakie znam. Szczególne salwy śmiechu wywołał Jeremy śpiewający ,,Ave Maria” oraz Andy któremu Ash kazał przebiec się po ogrodzie bez koszulki, obserwując go przez okno. Wreszcie padła kolej na mnie.
-Regina...hmmmm....-Jeremy udawał, że się zastanawia-Pocałuj najładniejszego chłopaka w pokoju-uśmiechnął się z rozbawieniem
Na początku mnie zamurowało ale później wiedziałam co robić. Wstałam, przybliżyłam się do Andy’ego tak, że stykaliśmy się czołami, zamknęłam oczy i wtedy on zrobił coś niesamowitego. Wziął mnie na ręce, tym samym zabierając ostatnie centymetry jakie dzieliły nasze ciała, zamknął oczy i MNIE POCAŁOWAŁ. To było takie cudowne uczucie. Nic innego nie liczyło się dla mnie w  tej chwili. Chłonęłam każdą sekundę naszego pocałunku żebym później mogła odtwarzać ją w myślach i żeby nigdy o niej nie zapomnieć. Jego perfumy i ciepłe ciało chłopaka sprawiały, że kręciło mi się w głowie.
-Andy! Regina! Halooo! Rozumiemy że się kochacie i wogóle ale już pora iść po cukierki-krzyczał do nas Ash ale go zignorowałam.
-Dokończycie później! Chodźmy już! Hejjj!-tym razem to Jake
Andy delikatnie odsunął swoją twarz od mojej, popatrzył mi w oczy, uśmiechnął się i postawił mnie na podłogę. Odwzajemniłam uśmiech, wtuliłam się w jego klatkę piersiową i chwilę tak postaliśmy. Pewnie trwało by to dłużej gdyby nie zniecierpliwieni chłopcy.
-Stary gratulacje!-słyszałam wyraźnie głos Christiana-Jest niezła tylko nie zraż jej do siebie od razu
-Spadaj-Andy żartobliwie trącił przyjaciela w ramię.
Zbieranie cukierków poszło nam dosyć sprawnie. Uzbieraliśmy 8 i pół kilograma. Nie obeszło się bez drobnego incydentu mianowicie, Jake został oblany wodą kiedy pukał do drzwi bardzo mocno wierzącego mężczyzny. Mieliśmy taką wielką głupawkę, że przez całą drogę powrotną nie mogliśmy opanować śmiechu. W domu razem z Andym dzieliliśmy cukierki po równo podczas gdy Ash zniknął z Jake’m w swojej sypialni żeby dać mu suche ubrania na przebranie. Koniec przyjęcia upłynął nam na oglądaniu horroru w tv. Jake, Jeremy i Christian siedzieli na dywanie a ja z Andym i Ashleyem na kanapie.
W połowie filmu przypomniałam sobie o Olce. Jasna cholera!
-Andy!-trąciłam go w ramię
-Co się stało?
-Zapomniałam o Olce! Muszę pilnie jechać do niej z testem
-A no tak. Zaraz to załatwię. Idź się ubieraj-rozkazał
Zakładałam buty obserwując jak Andy rozmawia z przyjacielem
-Jesteś gotowa?-spytał Ash
-Jasne. Bardzo Ci dziękuję
-Nie ma sprawy.
-Zobaczymy się jutro?-spytałam podchodząc do Andy'ego, który wyglądał na bardzo zmartwionego
-Nie mogę jechać z Tobą?
-Przepraszam. To jest tajemnica. Olka będzie na mnie zła. Zobaczymy się jutro?
-Jeśli tylko chcesz.Wpadnę o 11. Pójdziemy razem na cmentarz.
-Dobrze. Kocham Cię-odpowiedziałam i pożegnałam się z nim namiętnym pocałunkiem
-Na razie chłopaki-krzyknęłam w głąb domu
-Trzymaj się!-odkrzyknęli
Siedząc w samochodzie nie rozmawiałam z Ashem ale cisza nie była męcząca. Zastanawiałam się jak będzie z Olką, czy faktycznie jest w ciąży. Co jeśli tak? Marco to zrozumie? Muszę pomóc swojej przyjaciółce mimo że nie lubi mojego chłopaka. Ale ja tak mocno go kocham. Jest taki cudowny, Mam nadzieję, że mnie nie skrzywdzi.  
~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Rozdział ze specjalną dedykacją dla mojego przyjaciela Damiana :3 Tylko on przez cały czas wierzył, że go napiszę :) Jeszcze raz dziękuję <3 Było ciężko ale nareszcie coś zaczęło się między bohaterami dziać :) Dziękuję za wszystkie komentarze ^^ To właśnie dla Was piszę :) Pozdrawiam :)
P.S. Kto wybiera się drugiego grudnia na koncert? ;3

wtorek, 12 listopada 2013

Rozdział 8


Obudził mnie potworny ból głowy i piszczenie w uszach.Zamknęłam oczy, aby ból chociaż na chwilę odszedł i powoli przypomniałam sobie, że zasnęliśmy przed telewizorem.Wywnioskowałam, że piszczenie w uszach może wynikać z włączonego odbiornika. Z zamkniętymi oczami sięgnęłam ręką po pilota jednocześnie przekręcając się na drugi bok. I wtedy właśnie zsunęłam się z łózka. Przygotowałam się na zetknięcie z twardą podłogą jednak nic takiego się nie stało. Poczułam, że upadłam na coś, a raczej na kogoś. To był Andy, który tak samo jak ja, zaskoczony otworzył usta i oboje parsknęliśmy śmiechem.
-Dzień dobry!- wykrztusiłam w końcu-Co ty tutaj robisz?
-Przed chwilką jeszcze spałem a tak ogólnie pilnowałem Ciebie
-Bałeś się, że coś mi się stanie?
-Wiesz, po tym wczorajszym filmie wszystko jest możliwe -usmiechnął się
-Nic Ci się nie stało? Jesteś cały? Przepraszam, że na Ciebie spadłam. To nie było celowe-tłumaczę się
- Jestem cały. Jesteś dosyć  lekka. Ładna i lekka.
-Dziękuję. A tak na marginesie mam świetną propozycję
-Jaką?
-Może byśmy wstali?-
-Masz rację-uśmiechnął się i po chwili zrobił taką minę, że nie mogłam powstrzymać śmiechu. Jemu też udzieliła się moja głupawka. Kiedy opanowaliśmy śmiech wspólnymi siłami podnieśliśmy się z podłogi Po chwili,kiedy już wstałam ,rozejrzałam się po pokoju i zorientowałam się, że wcale nie jesteśmy w salonie tylko w sypialni w której ostatnio spałam. Zdziwiło mnie to. Andy widząc moją minę od razu postanowił mnie uspokoić.
-Zasnęłaś wczoraj a że było późno to przyniosłem Cię tutaj.  Chciałem,żebyś się wyspała...
-Spokojnie. Nie musisz się ze wszystkiego tłumaczyć. Ufam Ci- uśmiechnęłam się i spojrzałam mu w oczy. Uwielbiałam je. Duże, niebieskie jak górskie jezioro i zawsze roześmiane. Było w nich coś niesamowitego i tajemniczego dlatego tak mnie fascynowały.
-Nie sądzisz, że wypadało by coś zjeść?-jego głos wyrwał mnie z zamyślenia. Przyjrzałam mu się uważniej. Był w tym samym ubraniu co wczoraj, a splątane czarne kosmyki opadały mu na twarz. Znowu poczułam wyrzuty sumienia. Opiekował się mną zamiast samemu się wyspać.  Jednak nic nie powiedziałam tylko delikatnie ujęłam jego dłoń.
-Chodź zrobimy coś na śniadanie-uśmiechnęłam się i pociągnęłam go w stronę kuchni. Nie zaprotestował. Razem przygotowaliśmy jajecznicę a Andy zrobił do niej sałatkę. Nie chciałam być gorsza i przygotowałam dzbanek zielonej herbaty. Siedliśmy naprzeciwko siebie i rozmawiając jedlismy przygotowany posiłek.
-Co będziemy dzisiaj robić?- spytałam przeżuwając.
-Mamy jeszcze sporo czasu. Jest dopiero 11. Co chciałabyś robić?-spytał pociągając łyk z filiżanki
-Może wybralibyśmy się na zakupy?
-A to sprawi Ci przyjemność?
-Jak najbardziej-uśmiechnęłam się
-To pojedziemy do tej galerii w której ostatnio byliśmy z Olką i Marco, dobrze? Chciałbym sobie kupić nowe spodnie. Mam nadzieję, że mi pomożesz.
-Jasne- roześmiałam się.
Umyliśmy naczynia, posprzątalismy w kuchni i poszliśmy się przygotować. Pierwsza poszłam do łazienki, wzięłam prysznic , owinęłam się ręcznikiem i postanowiłam wybrać ubrania w które się ubiorę. W tym czasie łazienkę zajął mój przyjaciel. Przez dłuższy czas nie mogłam się zdecydować w co się ubrać. Ostatnio jakoś wolno mi się myśli. P dłuższej chwili zdecydowałam się na koszulkę, którą wczoraj miałam na sobie, czarne spodnie i kurtkę przygotowaną na dzisiejszą imprezę.
-I jak? Jesteś gotowa?- spytał wchodząc do sypialni. Ubrał się w ciemne dżinsy i białą gładką koszulkę na którą narzucił czarną skórzaną kurtkę z ćwiekami.
-Jasne- odwróciłam się do niego –Ślicznie wyglądasz. Tylko czy nie będzie Ci zimno?-spytałam
-Nie. Jestem przyzwyczajony. Zresztą dzisiaj jest dopiero 31 października. Pogoda ma prawo się psuć, ale dopiero od jutra.-znowu się uśmiechnął.
-Możemy iść-oznajmiłam uśmiechając się
-W porządku- delikatnie wziął mnie za rękę.-Żeby było ciekawiej, możemy pojechać metrem. –zaproponował
-Dla Ciebie wszystko

                                                                                   ~~~~~~~~~~~~
Przejażdżka metrem była dla mnie niesamowitym doświadczeniem. Od kiedy przeprowadziłam się do Stanów ani razu nie podróżowałam tym środkiem lokomocji. Metro pamiętałam jedynie z dzieciństwa, a konkretniej z moich wakacji w Warszawie. Chłopak sprawił, że byłam mile zaskoczona. Wysiedliśmy na ostatnim przystanku i trzymając się za ręce skierowaliśmy się do centrum handlowego. W środku panował niesamowity tłok. Ludzie podobnie jak my przygotowywali się do Halloween. W ciągu godziny odwiedziliśmy wszystkie sklepy na pierwszym piętrze ale niestety nic ciekawego nie znaleźliśmy. Andy’ego rozbolała głowa więc zaproponowałam żeby udać się do apteki. Ruchomymi schodami dostaliśmy się na drugie piętro.
-Apteka jest chyba na końcu korytarza z tego co wiem...-zaczęłam
-Zaraz poszukamy. Możemy najpierw zajrzeć tutaj?-spytał ciągnąc mnie za łokieć w kierunku sklepu o nazwie Trussardi.
Nigdy nie chodziłam do tego sklepu bo dzięki Olce wiedziałam ile przeciętnie kosztują ubrania w takich sklepach. No ale Olka miała bogatego chłopaka a ja nie zarabiałam kokosów na tłumaczeniach.
-Zobacz jakie świetne spodnie!- pokazał mi wieszak z wąskimi , fabrycznie wytartymi dżinsami.
-Owszem świetne. Przymierz
Chłopak zniknął w przymierzalni a ja oparłam się o ścianę, czekając na niego
-I jak?-spytał wychodząc z przymierzalni
-Moim zdaniem na Tobie wyglądają lepiej niż na wieszaku. Ale to moja opinia. Najważniejsze czy dobrze się w nich czujesz
-Uważam, że są super a ja jestem osobą, której bardzo trudno dobrać spodnie- roześmiał się
-To świetnie. O boże!- obejrzałam metkę z ceną i normalnie mnie zatkało. –To kupuj-uśmiechnęłam się miło.
-To ja idę zapłacić a ty w tym czasie rozejrzyj się. Może coś Ci się spodoba.
Przejrzałam całą masę wieszaków i nie znalazłam nic w moim stylu. Zamierzałam dołączyć do chłopaka kiedy nagle ją zobaczyłam. Zwiewna, czarna koronkowa sukienka. W miarę prosta bez głupawych ozdób. Do tego okropnie droga. Od razu mi się spodobała.
-Andy, pozwól na chwileczkę!-Zawołałam go
-Śliczna. Przymierz.-odparł wciskając mi wieszak
-Jest strasznie droga....
-Za przymierzanie się nie płaci prawda?
-No dobrze.-wzięłam sukienkę i zamknęłam się w przymierzalni. Leżała na mnie idealnie. Bardzo mi się podobała, ubrałabym ją do czarno-czerwonej koszuli w kratkę. Zakręciłam się przed lustrem i uśmiechnęłam do swojego odbicia.
-I jak?- spytał wsuwając głowę do przymierzalni –Wow!- krzyknął  z wrażenia jednocześnie upuszczając torbę ze spodniami. Pospiesznie schylił się żeby ją podnieść.
-Wyglądasz świetnie. Kupujemy?
-Zobacz ile ona kosztuje. Nigdy nie będzie mnie na nią stać. A nawet jeśli, to już dawno będę do niej za gruba- odparłam zdejmując ją i ze smutkiem odwieszając na wieszak. Wyszliśmy ze sklepu i postanowiliśmy poszukać apteki.
-Poczekasz na mnie chwilkę? Skoczę do łazienki-zapytałam
-Jasne. Poczekam na Ciebie
Pobyt w łazience zajął mi dłuższą chwilkę. Umyłam ręce, wysłałam wiadomość do Olki i poprawiłam usta błyszczykiem. Zdziwiłam się bo kiedy wyszłam nigdzie nie mogłam dostrzec chłopaka. Przestraszyłam się i już wyciągałam telefon żeby do niego zadzwonić kiedy zauważyłam, że nadchodzi.
-Proszę – powiedział i wręczył mi torbę, jednocześnie  całując mnie w policzek
-Co to?-spytałam zagladając do torby i delikatnie dotykając materiału
-Kupiłeś ją? Kosztowała majątek! Nie. Ja nie mogę jej przyjąć!
-A lubisz mnie?
-Lubię
-To zamknij się i przyjmij. Zresztą gdybyś nie wyglądała w niej ładnie tobym jej nie kupił. Zapewniam, że jestem szczery do bólu.
-Dziękuję!- Przytuliłam się do niego. -Jest cudowna!
-A może pójdziesz w niej na przyjęcie do Ashleya?
-A wiesz, że miałam taki pomysł?
-Wiem bo za dobrze Cię znam- uśmiechnął się i przytulił mnie.
Znowu byłam niesamowicie szczęśliwa i wreszcie czułam, że komuś naprawdę na mnie zależy.
                                                                     ~~~~
Hej :) Bardzo Was przepraszam za tak długą przerwę. Tak to jest kiedy się nie ma stałego dostępu do internetu :( Obiecuję bardziej się starać. Nowych rozdziałów możecie się spodziewać co dwa dni :) Jak przygotowania do jutrzejszej środy 13 ? :3